A- A A+

Legendy

O Nierodzie

W jednej ze ścian zabytkowego kościoła w Czerwinie znajduje się po lewej stronie ołtarza płaskorzeźba. Płyta przedstawia wykutego w brunatnym, chęcińskim marmurze rycerza w pozycji leżącej, trzymającego w ręku oficerski buzdygan. O szlacheckim pochodzeniu rycerza świadczą umieszczone nad postacią w czteropolowej tarczy herby: Ostoja, Prawdzic, Ślepowron i Lubicz. Przekazywania z ust do ust wsród miejscowej ludności legenda utożsamia postać z płaskorzeźby z tajemniczym rycerzem zwanym przez mieszkańców okolicznych wiosek Nierodem. Nazwa pochodzi stąd, iż rycerz urodził się w sposób nienaturalny. Wydobyty został z łona już nieżyjącej matki. Uratowany od śmierci ogłosił się nieśmiertelnym. Według legendy Nierod był dziedzicem pobliskiego Grodziska. Słynął z odwagi i nieludzkiej siły. Za życia dokonywał wielu nieludzkich czynów. Jego okrucieństwa stały się znane poza granicami parafii Czerwin. Tradycja głosi, iż pewnego razu założył się ze swoimi przyjaciółmi w karczmie, iż podniesie olbrzymi głaz leżący za Czerwinem. I dokąd go zaniesie tam stanie granica jego włości. Podobno niósł go w stronę wsi Wojsz. Na widok zbliżającego się rycerza ludność wysłała śmiałka, który podkradł się niepostrzeżenie do Nieroda i przeciął rzemień opasujący głaz. Kamienna bryła spadła na ziemię pod Wojszami, zaś mieszkańcy uniknęli jarzma niewoli. Jeszcze dziś są tacy, którzy twierdzą, że znajdujący się w pobliżu Wojsz kopiec, to rzekomy kamień Nieroda. W rzeczywistości jak wykazały badania archeologiczne, jest to kurhan z I-IV wieku n. e. Inni twierdzą, że ów kamień, który niósł na rzemieniu Nierod, znajduje się przy drzwiach wejściowych kościoła czerwińskiego. Przekazy ustne głoszą, że Nierod miał wrogów, którzy wielokrotnie próbowali go zabić. Rycerz chodził w zbroi. W końcu udało im się go zgładzić. Podczas Mszy Świętej zdejmował na chwilę hełm, aby oddać pokłon Najświętszemu Sakramentowi. Ukryty na chórze czerwińskiego kościoła nieprzyjeciel wypuścił strzałę w kierunku Nieroda. Być może strzała została wysłana przez kusznika, bądź łucznika. W przypadku tego pierwszego miała większą siłę rażenia. Zabójstwa zapewne dokonał zawodowy morderca, który doskonale posługiwał się bronią i nie bał się konsekwencji w przypadku chybienia. Nierod wyzionął ducha. Do końca był o swej nieśmiertelności przekonany. Według innej wersji rycerz zginął obok kościoła, gdy przechodząc zdjął hełm. Ukryty w pobliżu nieprzyjaciel oddał do niego strzał z łuku. Nieco inne okoliczności śmierci rycerza podaje Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich: „Podanie do tego pomnika jest, jakoby to był nagrobek jakiegoś szlachcica, który wydobyty będąc w chwili urodzenia swego z łona już nieżyjącej matki, uroił sobie, że nie narodziwszy się wcale, nie powinien był umierać, i na ten rachunek na wszelkiego rodzaju bezprawia się puścił. Król (podanie milczy, który) wysłał naprzeciw niemu wojsko, które go w jakimś zameczku obległo. Oblężony, nie mogąc się stamtąd wydostać, zamknąć się musiał w wieży, w której głodną śmiercią życia dokonał, będąc do końca o swojej nieśmiertelności przekonanym”. Ta ostatnia wersja wydaje się bardziej prawdopodobna. Ma swoje potwierdzenie w tutejszym krajobrazie.
W pobliżu osady Dobki Nowe znajdują się na skraju sosnowego lasu o nazwie Borek dwie wyschnięte sadzawki: „Na zamku” oraz „Zapadnięty kościół”. Sadzawka „Zapadnięty kościół” to prawdopodobnie wieża, na której szczycie strażnik obserwował zbliżającego się przeciwnika. Sadzawka „Na zamku” to miejsce, gdzie miszkał rycerz. Cały teren pokrywały dookoła lasy, które ciągnęły się od Dobków Nowych, Żmijowa, Filach i Wólki w kierunku Troszyna i Kleczkowa, przechodząc miejscami w bagna i moczary. O tym, iż była tu kryjówka zabójców, świadczy także nazwa topograficzna zagajnika „Grzechotań”, który znajduje się zaledwie 200-300 metrów od sadzawki „Na zamku”. Etymologiczne pochodzenie wyrazu składającego się z dwóch słów grzech i stan świadczy, iż była tu kryjówka zbójców. Stanami, siedliskami (po łacinie area) nazywano obszary położone w puszczy. Po dawnej wieży (zapadniętym kościele) pozostało jedynie wgłębienie w ziemi. Po latach „Zapadnięty kościół” zaczął kojarzyć się okolicznym mieszkańcom ze światynią czerwińską, gdyż była najbliżej. Nieoceniony w swych dociekaniach historycznych Henryk Syska z Damięt koło Goworowa, podaje w książce pt.: W dolinie Orza, iż w okolicach Śniadowa przetrwała opowieść o Pysznym Janku, który grasował ze swoją bandą w zamierzchłej przeszłości. Ów rozbójnik słynął z okrucieństwa. Grabił i mordował na równi: biednych i bogatych. W końcu władca wysłał przeciwko niemu oddział zbrojnych. Długo trwały boje z bandą Pysznego Janka, która doskonale znając teren, chroniła się wśród ostępów leśnych. Wreszcie ktoś wpadł na pomysł, aby wyciąć las, który był naturalnym sprzymierzeńcem rozbójników. Gdy pod uderzeniem toporów padły ostatnie galaki dopadnięto Pysznego Janka z watahą. Wysłana przez łucznika strzała śmiertelnie ugodziła rozbójnika, który padł martwy na ziemię. Być może Nierod i Pyszny Janek to ta sama osoba. Podanie głosi, że Pyszny Janek zginął w pobliżu źródeł Orza. Zagajnik „Grzechotań” oraz sadzawki „Na zamku” i „Zapadnięty kościół” również znajdują się w pobliżu jego źródeł. Na początku XVII wieku Czerwin należał do Jakuba Grodzickiego. W 1609 roku zmarł i został pochowany w miejscowej świątyni. W dokumentach zachowała się ciekawa wzmianka dotycząca umiejętności medycznych Jakuba Grodzkiego, która stwierdza, iż był „(...) w medycynie dobrze przepolerowany (...)”. Ów dziwny zwrot oznacza, iż Jakub Grodzicki zajmował się chirurgią i mógł przyjąć poród oraz uratować Nieroda od niechybnej śmierci. Brak napisu w dolnej części płaskorzeźby można wytłumaczyć zaniedbaniem ze strony syna, który zapomniał umieścić odpowiedni napis pod płaskorzeźbą, aczkolwiek ufundował zmarłemu ojcu w 1640 roku drugi proporzec. Legendarny Nieród mógł nosić nazwisko Lenartowski albo Grodzicki. Może był jednym z członków rodziny Grodzickich? Interesująca jest nazwa wsi i lasu w okolicy Grodziska i Dobków Nowych. Znajdująca się w pobliżu Grodziska wieś Borek, nosi tę samą nazwę, co sosnowy las graniczący z sadzawkami „Na zamku” i „Zapadnięty kościół”. W 1578 roku w aktach odnotowano dziedziców wsi Borek(ziemia nurska) Jana i Floriana Grodzickich. W dokumentach występuje też Stanisław Grodzicki, dziedzic na Grodzisku. Wydobytym z łona nieżyjącej matki dzieckiem mogli zaopiekować się Grodziccy. W ich dobrach mógł spędzić dzieciństwo i lata młodzieńcze. Gdy podrósł, prawdopodobnie przeniósł się do swego rodzinnego majątku Lenarty. Zagadkę tajemniczej płaskorzeźby rozwiązał dopiero odnaleziony w Archiwum Diecezjalnym w Płocku wiersz. Przepisał go w 1781 roku z żałobnego proporca biskup Michał Jerzy Poniatowski. Dzięki niemu możliwe stało się rozszyfrowanie zagadkowej postaci na płaskorzeźbie. Wiersz o dziedzicu Czerwina Jakubie Grodzickim przeleżał w zapomnieniu kilka stuleci. W końcu, po latach, został ponownie odkryty dla potomnych. Zdumiewa on swoją orginalnością. Jego treść nawiązuje do poezji Jana Kochanowskiego.
 
Tysiąc sześćsetnego dziewiątego lata
Człek zacny Ostojczyków schodzi z tego świata
Sześćdziesiąt i siedem razy dorocznie swe słońce
Rozpuszczało promieni swych świetne końce
Onemu niż go Parki podziemne dostały
Dnia dwudziestego marca wiek niedoskonały
Jakuba Grodzickiego co leży w tym grobie
Który dał za żywota sam zmurować sobie
Urzędu nie chciał mieć nigdy przysięgłego
Umarł urząd trzymając wójtostwa łomżyńskiego
Ten tu Czerwin kupiwszy do kościoła tego
Na Zaorzu część kupił sprzedał kupna swego
Żył skromnie był pełen u wszystkich miłości
Żył nie umrze, kto żyje w przystojnej skromności
Piotr Jakub Grodzicki podkomorzy różański
Ten sprawił proporzec
Syn z miłości ku ojcu któremu racz Boże
Otworzyć swój Dworzec
Stary zdjąć rozkazawszy miesiąca września dnia dziewiątego
Nowy zawiesił roku tysiąc sześćsetnego czterdziestego”.
 
 
Mimo upływu wieków legenda o Nierodzie nadal nie schodzi z ust mieszkańców parafii czerwińskiej. Postać rycerza do dziś intryguje ludzi z doliny Orza.
w/g książki Jana Boguskiego
 
O rzece Orz
 
Inna legenda, a może bajką, jest legenda o rzece Orz podana przez Tomasza Chudzińskiego. W pewnej królewskiej rodzinie przyszła na świat córka, której dano imię Narew. Gdy po latach wyrosłą na wielkiej urody pannę, postanowiono wydać ją za mąż, oczywiście za człowieka wysokiego rodu. Serce pięknej panny biło jednak dla Radosława, młodego chłopca, który po kryjomu przyjeżdżał z dalekich stron, hen z północy. Cóż, kiedy Radosław był tak biedny, że nie stać go było na kupno konia. Siedząc na małym koniku , wyglądał przy rycerzach, dosiadających, rasowych rumaków, jak niski jałowiec przy wysokich sosnach. Jednym z owych bogatych i pewnych siebie rycerzy był Czarny, przybysz ze wschodnich rubieży kraju. Jemu właśnie rodzice Narwi przeznaczyli swą jedynaczkę za żonę. W owych czasach taka decyzja była ostateczna. Zrozpaczonej Narwi pozostało tylko pożegnać się z ukochanym. Na dzień przed ślubem zdołała się wymknąć z zamku i wybiec do Białej Puszczy, gdzie czekał na nią po raz ostatni Radosław ze swym konikiem. Niestety w zamku królewskim wykryto nieobecność Narwi i wyruszono jej tropem. Pierwszy odnalazł uciekinierkę, sam jej narzeczony, rycerz Czarny. Przerażona Narew z płaczem przyznała się do swej miłości i błagała Czarnego, by zrezygnował z małżeństwa. Bezlitosny rycerz, siedząc na swym wspaniałym i silnym koniu, natarł na Radosława, który ledwie zdołał dosiąść swego konika i osłonić się tarczą. Śmierć zajrzała w oczy ukochanego Narwi, ale dobrzy bogowie zlitowali się nad parą kochanków i zamienili ich w rzeki-Narew i Orzyc, który otrzymał imię od wiernego konika Radosława. Czarny, dysząc z bezsilnej wściekłości, pojechał po rade do złego czarownika. „Jeśli chcesz zemsty, sam musisz stać się rzeką”- powiedział czarnoksiężnik. Rycerz Czarny zgodził się na wszystko i został wraz z koniem zamieniony w rzekę Orz. Ale złe moce okazały się słabsze od dobrych i pyszny rycerz i jego wspaniały rumak stali się rzeką mniejszą i słabszą nie tylko od Narwi, ale nawet od Orzyca. Na próżno od setek i tysięcy lat Orz chce dokonać zemsty na Narwi i Orzycu. Przy królewskiej Narwi jest tylko nic nie znaczącą rzeczułką. Obojętnie przyjmuje Narew wody Orza, a potem skręca na zachód, gdzie czeka na nią przybysz z północy, ukochany Orzyc.
 
 w/g książki Henryka Syski
 
 
Strona korzysta z plików cookie dla celów technicznych. Możesz samodzielnie określić warunki przechowywania lub dostępu mechanizmu cookie w Twojej przeglądarce.
© 2017 Urząd Gminy Czerwin, Plac Tysiąclecia 1, 07-407 Czerwin, tel. 29 761 45 67, fax 29 761 92 17

szukaj